Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ubolewam nad jego wypadkiem, i... racz mi przebaczyć. że tak prędko przerywam naszą rozmowę.
Stefan znowu się ukłonił i wyszedł.
Hrabina wyczerpana padła na fotel.
— Nie! szepnęła, o! nie! nie mogę wydać téj tajemnicy... byłoby to jego zgubą... o Boże, natchnij mię!
Na schodach Stefan spotkał człowieka, któremu mocno naciśnięty kapelusz zakrywał część twarzy. Człowiek ten spojrzał na niego ukradkiem i lekko zadrżał. Jego to Joanna wprowadziła prawie natychmiast do salonu, mówiąc:
— Milady, milord markiz!
Rio-Santo z uszanowaniem poniósł do ust rękę hrabiny i stał przed nią. W pięknych jego rysach było coś podobnego do poświęcenia się, do czułości, do namiętności nawet; ale to była tylko maska, któréj związanie doświadczony znawca łatwo byłby poznał, jakkolwiek zręcznie było ukrytém. Hrabina umiałaby także to dostrzedz, ale wobec Rio-Santa traciła tę umiejętność.
Przez chwilę poglądała na niego w milczeniu. Jéj oko z razu smutne i przyćmione, wyjaśniło się stopniowo i nakoniec nabrało wyrazu błogości.