Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Frank mocno cierpi, i czeka!
— Pan mi serce rozdzierasz!... Słuchaj pan...
Hrabina nagle zatrzymała się i chciwie słuchała. Młotek u drzwi zewnętrznych słabo zakołatał.
— To on, szepnęła, to on!
Niespokojność jéj zmieniła się w gorączkowe wzruszenie.
— Panie, powiedziała, rozmową nasza skończyć się musi w téj chwili. Nic mogę przyjąć pana za pośrednika między mną a panem Percewal. Nie posądzaj pan mię o nieufność, mam ważne ku temu powody, i nie chciéj się obrażać, bo te powody w niczém nie dotyczą pańskiej osoby...
Stefan wstał.
— Spodziewałem się przynieść pociechę biédnemu Frankowi... rzekł.
— Powiedz mu pan, zawołała hrabina, powiedz mu pan, że wszystko będzie wiedział, powiedz mu...
— Milord! przerwała garderobiana, otwierając drzwi do salonu.
— Nie mów mu pan nic, tak panie, jeszcze się namyślę... Proś milorda do budoaru Joanno... Chciej pan prosić pana Percewal, aby mię miał za wytłómaczoną... i oświadcz mu, że mocno