Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gdy los rozstrzygnie. Widzieliśmy, jak okropnie został przebudzony.
Okoliczności, które tu dosyć rozwlekle opowiadamy, były dziełem kilko-chwilowém; gdy wypędzony Rowley przebył drzwi Dudley-house, jeszcze nie upłynęła nawet ósma część godziny od jego tam przybycia.
W ogóle więc stracono dziesięć minut w niesieniu ratunku Frankowi Percewal.
— Panie doktorze, rzekł Stefan, w którym zwykła zimna krew zwycięzko pokrywała zgrozę jaką był przejęty, ten zacny sługa nie jest szalonym... On dobrze widział mój panie!... ucieczka tego nędznika dosyć mówi.
— Czy pan mię chcesz oskarżać?
— Nie traćmy czasu na próżnéj gadaninie, mój panie!... Żądam abyś pan natychmiast opatrzył ranę Franka Percewal... natychmiast, czy słyszysz pan?...
— Natychmiast! powtórzył Moore. To cóś ma podobieństwo do rozkazu, mój panie.
— Tak jest, z postanowieniem wyrzekł Stefan.
Doktor zmarszczył brwi. Cofnął się w tył. Zanurzył ręce w wielkich kieszeniach swego fraka. Cała osoba jego przybrała groźny cha-