Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kulała chwiejąc tym sposobem całą jego osobą, tak że aż litość brała.
Rzucił w około siebie baczne spojrzenie dla przekonania się czy na chodniku nie ma jakiego ajenta policyi.
Drugiém spojrzeniem dostrzegł w tłumie, siara kobiétę w wielkim czarnym kapeluszu, zapewne wdowę po właścicielu okrętu, lub jakim marynarzu zmarłym w służbie rządowéj.
Bob przywlókł się ku niéj, kołysząc się jak statek podczas burzy.
— Szanowna mistress, szepnął za nią, nie jadłem już od pięciu dni i pół.
Dama przyspieszyła kroku.
— Dobra mistress! zaczął znowu Bob, ulituj się nad nieszczęśliwym majtkiem, któremu rana otrzymana w pamiętnéj bitwie pod Trafalgar, w oczach sławnego Nelsona, nie dozwala pracować i zmusza prowadzić smutne rzemiosło żebraka.
— Nie mam nic przy sobie, mój waleczny człowieku, odpowiedziała dama.
— Niestety! rzekł znowu Bob, napróżno więc dziś wyciągać będę tę rękę, która dotykała ręki wielkiego Nelsona.