Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dama spojrzała na rękę Boba. Nazwisko Nelsona zawsze wywiera przeważny wpływ na ucho angielskie.
— Miej litość, dobra mistress, albo umrę u twych nóg na bruku.
Dama poszukała w ogromnym swoim worku i wyjęła koronę, która zapewne miała jéj służyć do partyi wista. Bob pocałował koronę i przyrzekł damie błogosławieństwo bozkie.
— Milady! zawołał napastując drugą ofiarę, która podług niego miała torysowską postawę — niedozwalaj zginąć z osłabienia walecznemu żołnierzowi naszego półbożka Jego Wysokości potężnego księcia Wellingtona... Mam piędziesiąt trzy rany, szlachetna lady, a Napoleon, Napoleon sam, przysięgam na moje zbawienie! złamał mi nogę, silnie w nią bótem uderzywszy.
Milady dla pozbycia się dała mu szylling.
Bob tak się bawił żebraniną kilka godzin i to rozmaitym skutkiem. Zebrał tym sposobem pewną liczbę koron; ale musiał także włożyć do kieszeni mnóstwo kułaków i pół tuzina kijów, któremi go potraktował jakiś przechodzący członek parlamentu, którego on wziął za dzierżawcę z hrabstwa Walii.