Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Bo, mówił daléj Tomcio, tam, za kratą, o dwa kroki, każdy z nas znalazłby sposób zozostania milionerem.
Szmer wzrastał. Na wszystkich twarzach malowała się namiętna chciwość. Wszystkie spojrzenia strzeliły w kratę.
Cierpliwości! moi przyjaciele, cierpliwości, rzekł pan Smith, który mniemał że się nudzą.
Pan Smith siedział przed swém biurkiem i czytał spokojnie ogromne i ściśnięte kolumny dziennika Times.
Nie jesteśmy w stanie odmalować jego portretu. Mógł to być bardzo przystojny człowiek, ale wielkie zielone okulary i ogromna umbrelka prawie zupełnie twarz mu zakrywały.
— Milionerem! mruknął mały Ślimak; a to wybornie być milionerem!
— Milionerem! powtórzył gruby flis Charlie.
— Moi kochani, odezwał się głos dotąd jeszcze nie słyszany, tu trzeba roztropnie postępować.
— Bob-Lantern! zewsząd zawołano: skąd się u djabła wyrwałeś Bobie?
Bob zwolna opuścił stanowisko które zajmował przy oknie i przyłączył się do gruppy otaczającej Toma-Turnbull.