Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wdzięcznie spadających puklach, odkrywały szerokie czoło, pełne szczerości i dumy. Oczy zaś, ukryte pod śmiało zarysowanym łukiem czarnych brwi, miały cóś zachwycającego i nakazującego.
Surowy krytyk jednę tylko mógłby był znaleźć skazę w téj wspaniałej twarzy: Spojrzenie Rio-Santa, wesołe rysy jego ust, nosiły cechę zmysłowości, która w chwilach spokojnych słodko go zapewne kołysała w marzeniach poety, ale w przystępie nagłego gniewu, nieznała granic i dochodziła u tego człowieka, silnego zapewne i namiętnego, do szczytu uniesienia i wściekłości.
Lecz najakiéjże twarzy, pewni dostrzegacze nie odkryją tysiąca powodów do podejrzeń i obawy?
Chód Rio-Santo był królewski, ale ta jego majestatyczność wolną była od wszelkiéj przesady a pełną nienaśladowanego wdzięku. Nosił ubiór ściśle elegancki, nie ulegający żadnéj z tego względu naganie. Trzy ordery piérwszego rzędu błyszczały mu na piersi. Na odgłos jego imienia powstał długi szmer w tłumie. Kilka dam pomyliło się w kadryllu; inne zapomniały odpowiedzieć na oklepane za-