Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pytania swych tancerzy. Szmer wkrótce ustał, ale pozostało wzruszenie. Ucztę ożywił jeden żywioł więcéj, a każde żeńskie serce uczuło, że rośnie w niém instynkt do zalotności.
Pod względem zewnętrznych korzyści Franka Percewal nie można było porównać ze świetnym markizem. I on także był pięknym, ale téj piękności nie stanowiła tyle regularność rysów, ile szlachetne odbicie rozsądku i wspałomyślności jaśniejącéj na prawém jego czole. Miał on w sobie cóś kawalerskiego; z lękliwością łączył wyniosłość, z wyniosłością dworskość. Słowem, gdyby nie Rio-Santo, Frank byłby królem eleganckiéj i dobranéj młodzieży.
Frank daleko był młodszym od markiza, chociaż tenże należał do rzędu ludzi, na których wiek nie pozostawia śladu i których czas zdaje się zapominać w swym biegu. — Rzetelnie nie można było powiedzieć ile lat ciąży na czole Rio-Santa, atoli nieznajdowano w nim już tego kwiatu młodości, jaki jeszcze zachowały rysy Franka.
Długo i mocno wpatrywał się on w swego współzawodnika, wreszcie zostawił mu wązką drogę, uformowaną przez rozstępujące się tłumy. Na piérwszy rzut oka zdało mu się, że