Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Znowu ten Rio-Santo!... Dyanno! znasz go?...
— Znam, odpowiedziała miss Stewart spuszczając oczy zapłonione.
— Pokaż mi go... powiedz kto on jest.
— Jest to człowiek, któremu wszystko ulega, wymówiła bardzo cicho młoda dziewica; człowiek piękny, szlachetnego rodu, silny, między nim a drugimi zbyt dalekie tylko istnieć może podobieństwo... Biada jego rywalowi, Franku!
— Biada jemu raczéj! przerwał Percewal i wstał porwany gwałtowném uniesieniem. Pokaż mi go powtarzam!... Ah! ja muszę zajrzeć w oczy temu człowiekowi; muszę koniecznie.
— Monotonny i donośny głos odźwiernego przerwał Frankowi patetycznie oznajmując:
— Don Jose-Maria-Telles de Alarcon, Markiz de Rio-Santo.
— To imię Rio-Santo, tak pompatycznie rzuczone w śród salonów, rozdarło ucho Franka Percewal, i ozwało się w nim nieharmonijnym dźwiękiem. Właśnie w chwili gdy wzywał tego nieznanego, lecz nienawistnego już współzawodnika, los szyderski stawiał go przed nim. Frank drżący od gniewu i zgalwanizowa-