Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy ci słabo, moja kochana? spytała z obawą.
— Nie wieém, odpowiedziała Marya; cierpię... mniemam....
— Co mniemasz moja córko?
— Mniemam, że się obie mylimy... Widok Franka...
— Czy tylko to? przerwała lady Campbell, odzyskując natychmiast swą wesołość, spuść się na mnie, moje dziécię, ja to znam... O! twoje szczęście Maryo, że umiałam czytać w twojém sercu!...
Frank błądził po salonach, usiłując odeprzeć od siebie boleśną obawę tłoczącą myśl jego; chciał jeszcze mieć nadzieję, bo wreszcie przyjęcie jakiego doznał ze strony lorda Trewor było jak dawniéj serdeczne, a słowa lady Campbell, rozmaicie dawały się tłumaczyć. Ale Marya! Możnaż było nie rozumieć téj lodowatéj oziębłości, która tak nagle zajęła miejsce słodkiego jéj niegdyś obejścia? Możnaż było wątpić jeszcze? Frank usiłował pokonać tę wątpliwość, lecz zwycięzka oczywistość niweczyła wszelkie usiłowania.
Tu i owdzie zatrzymywali go przyjaciele, podawali mu rękę i witali.