Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jakież wiadomości z Simplonu? zapytał jeden.
— Pokażesz mi, Franku, twoje album, rzekł drugi.
— Jakżeś smutny! zawołał trzeci. Miałżebyś już wiedzieć.
— O czém? zapytał Frank gwałtownie wzruszony.
— Biédny chłopcze! szepnął przyjaciel, — ale jeszcze nie ma nic urzędowego... to tylko proste pogłoski.
— Mówią... może kłamią... ale mówią, że miss Marya idzie za Rio-Santa.
Frank powiódł ręką po czole.
— Co to za jeden ten Rio-Santo? spytał.
Przyjaciel spojrzał nań zdumiały.
— Nie słyszałeś o Rio-Santo, Franku?.... O kimże mówią w Szwajcaryi?... Rio-Santo jest to markiz, markiz jakich mało, markiz... Do widzenia Percewal, biédny mój przyjacielu; postrzegam sir Pawła, który daje znaki, że brak czwartego do wista.
Frank pozostał sam, odurzony tym nowym ciosem.
— Ah! dzień dobry, mój kochany, wrzasnął mu nad uchem głos przedęty; wieki jakeśmy