Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na wszystko mająca oko; późniéj, nim się bal skończy, Marya wynagrodzi to panu.
Szczególny uśmiéch przebiegł pod wąsem majora Borougham.
— Rio-Santo cóś się opóźnia! rzekł do ucha doktorowi Muller.
Doktor Muller odpowiedział cicho, lecz najczystszą, jeżeli pie najwyszukańszą angielsczyzną, i zupełnie bez niemieckiego akcentu.
— Rachuje na poczciwą lady Campbell, i niech mię djabli porwą jeśli nie ma racyi.... Gdyby nie ona, nie ręczyłbym za małę.
— Mała bada sama siebie... nie wie co począć... zdaje mi, że kocha tego drugiego.
— Bah! ma może serce... ale nie ma oczu?
— Zresztą ma ciotkę!...
Ciotka mówiła do siostrzenicy:
— Moje dziecię najgorsze już przeminęło... Teraz reszta do mnie należy... O! gdyby nie o ciebie Maryo chodziło, nie podejmowałabym się tak trudnego obowiązku... Biédny Frank!... Ale idzie o twe szczęście: poświęcę się kochana córko.
I pocałowała miss Trewor w wilgotne i zimne czoło.