Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy szczęśliwie odbyłeś pan swą podróż? spytała. A potém nagle zmieniając ton, pochyliła się ku niemu i wsunęła w ucho te słowa:
— Nie dziś... zaklinam pana... wszyscy na nią, na nas zwracają oczy!...
Frank nic nie rozumiał.
— Jutro, mówiła daléj lady Campbell głosem, w którym było zanadto litości, izby Frank mógł dłużéj nie rozumieć; jutro wszystko panu wytłumaczę... Wiesz, że zawsze jestem twą przyjaciółką kochany Franku... biédne dziécię długo się opierała... długo cierpiała...
— Co, milady! zawołał Frank; mamże mniemać?...
— Proszę cię panie Percewal, poczekajmy do jutra.
I to mówiąc lady Campbell ujęła rękę Franka i uścisnęła ją z nieudaném uczuciem; Frank skłonił się i odszedł ze śmiertelną raną w sercu.
— Miss Trewor raczyła mi dozwolić służyć sobie do tego kadrylla, rzekł major Borougham, gdy orkiestra znowu zabrzmiała.
Marya. była nieruchoma, i jakby martwą.
— Raczysz pan przebaczyć mojéj siostrzenicy, panie majorze, odpowiedziała lady Campbell,