Strona:PL Teogonja Hezjoda.pdf/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pograniczu Nocy. Jedyne też to postacie fizycznością swą odbijające od reszty abstrakcyi, którym głównie ten ustęp, poświęcony.
Po tej przerwie znowu powraca autor do bezpośredniego potomstwa Gai, ale już wodnego. Bez miłości, ale sama z siebie, zrodziła ona (w. 131) Morze (Pontos) „puste bezbrzeżne“, a różne od Okeanosa, którego wydała do współki z Uranem. Łatwo zrozumieć co poeta pojmuje pod tem rozróżnieniem: Morze, to zbiorowisko wód dotykających lądu ziemskiego, ale po za jego granicami „bezbrzeżnemi“, domyśla się on istnienia wodnego prądu, otaczającego ziemię razem z kopułą nieba (Uranos), tak iż ona zamkniętą jest podwójnie, i z góry i z dołu. W tem też pojęciu różni się Hezjod od Homera, gdzie Okean otaczający ziemię, jest to potężna rzeka, moc boską posiadająca, od której początek biorą rzeczy wszystkie, zatem i morze, Hezyod czyni przynależnością ziemi wszystkie wody słodkie, a więc rzeki oraz deszcze i rosę spadającą z nieba; ze słonych wyprowadza morze, ale Okeana zostawia na boku.
Teraz też (od w. 238) wchodzimy w nieprzebyty labirynt wodny, po którym ażeby przy jakiem takiem świetle oprowadzić czytelnika, musielibyśmy poświęcić więcej czasu niż na wykład całej Teogonii, a obok tego śmiertelnie go znużyć, co wiersz bowiem, a czasami co wyraz, okazuje się potrzeba mniej więcej długiego komentarza. Autor regiestruje niemal cały system hydrograficzny znanego mu świata, biorąc sąsiedztwo lub właściwości pewnych wód i rzek, strumieni, zatok, krynic, rozumie się uosobionych, za podstawę do swego imaginacyjnego rodowodu, w taki np. sposób: Ta rzeczka powstała z małżeństwa owego potoku z tą a tą rzeką, sama zaś w miłości z tamtym strumieniem wydała to i owo zbiorowisko wodne i t. p. Na czele tego rodowodu wód stoi Pontos — autor snadź wyobraża sobie iż rzeki i wszystkie wody na łonie ziemi z morza biorą początek. Syn Pontosa, Nereusz (wyobrażający przeważnie morze Egejskie), w związku z boginią Doris, córką Okeanosa, zrodził pięćdziesiąt cór — rzek — które imiennie wylicza autor (w 243—264), niekiedy dodając do imienia jakiś charakterystyczny epitet kobiecy. Pięćdziesiąt Nereid, to niedosyć. Autor wymienia tylko celniejsze, milej brzmiące albo lepiej mu znane. Wyliczenie to, w którem imiona stanowią główne tło tekstu, a dla czytelnika naszego są tylko pustym dźwiękiem, wydaje się suchą nomenklaturą; ale inaczej słuchał tego katalogu starożytny Grek. Każde imię oznacza coś z ogólnego słownika mowy, jakiś przymiot, cechę tych bogiń-zatok bogiń-krynic, właściwość dobroczynną, estetyczną lub pożytkową; jedna ma śliczny połysk błękitny (Glauka), druga przynosi dary (Eudore), inna