Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Błyszczące z twarzy, przeżarło mu kości,
I szedł na żonie anielskiej oparty.
A gdy postacie te wkoło Świetlanej
Stanęły wieńcem – wśród ciszy, wezbranej
Tchnieniami wolnych duchów zorzy rannej,
Wyszedłszy z piekieł w przyszłość gwiazdolitą,
Ona ujrzała ciebie – z tym uśmiechem,
Co płacze wieki nad zbrodnią i grzechem.
I naród cały wraaz z piersię przebitą,
W której na jęki już nie stało głosu,
Ożywion pieśnią wpośród walk chaosu,
Z gwiazdą zwycięztwa, męczeństwem zdobytą,
Która nie gaśnie od żadnego ciosu,
Zawołał: Cześć ci! cześć Bolesławito! . . .
I po wyroki dziejowego sądu
Pieśń twa powiała do zmartwychywstań lądu,
A naród w słowo wieszcze zasłuchany
Znów szedł „naprzód” krwią i potem zlany,
Gdzie wśród skalistych dróg przyszłości jemu
Świecą nad ziemi tej święte kurhany,
Piorun Golgoty z gwiazdą Betleemu!

Lipsk, 1865.