Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Edmund
(Zmieszany.)


Pani!... żart ten tylko tobie przebaczam.

Olga

Nie żartuje w ten sposób, powtarzam, że bym je panu oddała, byleś mógł widzieć… (hamując się) byleś mógł… uczyć dalej dzieci, to taki wielki zawód – oto chłodnik, tu ławka – ale pan przyszedłeś tu po ciszę – a ja zawadzam – nim odejdę uzbieram panu trochę kwiatów –

(Odchodzi i wraca z bukietem)

Pan musi je znać po woni… to fiołek – to konwalia – to jaśmin – to róża.

Edmund

O! znam kolory tych kwiatów – oślepłem późno – dzięki! Ale niech mi pani mówi o naturze – głos pani tak mile mnie przenika….

Olga
(Siada przy nim.)


Dobrze – w naturze cicho jak w nas.

Edmund

Tak – choć nieraz w głębi śpi burza. –

Olga

Ani chmurki na niebie – słonce już wysoko – chór skrzydlaty odzywa się wesoło – w błękitach nad stepami dzwonią skowronki,