Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Olga

Wiem, że zadziwiam pana. – To nic – to siostra, chcąca pomóc bliźniemu, Jestem przyjaciółką choć młodszą, Pułkownikowej, którą uwielbiam, kocham i szanuję jak matkę, wiem od niej o panu, jego pracach i nieszczęściu… boleję nad niedolą użytecznego ziomka – a mam już dla pana wdzięczność za miłą chwilę, którą mi sprawiłeś.

Edmund

Ja – pani?

Olga

Tak – tą pieśnią, którą znałam i lubię od dawna.

Edmund

To głos pani mi pomógł – przemówił mi do duszy tak, że się w niej zrobiło jasno jak o świcie zorzy – wybacz pani.

Olga


(Z wzruszeniem.)


Pan niemniej wrażenia uczyniłeś na mnie, – w śpiewie przeczułam duszę, która musiała wiele cierpieć, albo spotykać cierpienie, widzę pana raz pierwszy, a to współczucie tak nas zbliża, że zdaje mi się znać pana. – Oddałabym panu moje oczy, byleś widział. . . .