Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Głos

Patrz mi w oczy!...

(Akordy zwolna ustają)


Nikt mnie tu nie mógł milej przywitać, jak ta piosenka – niegdyś nuciłam ją dzieckiem, nie rozumiejąc jej prawie, dziś śpiewam z jakąś dziwną tęsknotą… z uczuciem jakiejś próżni w sobie… przeszłość moja już za mną. – –

Pułkownikowa

Pomówiemy o tem – chodź do ogrodu – pokażę ci z bliska nasz Boh, a Bohowi naszą Rusałkę….

Olga

Chodźmy – ale pani pozwoli tę książkę…

(Odchodzą.)



Ogród nad Bohem – w dali widok rozległy na stepy – wokoło stare drzewa – z boku chłodnik zielony. – Olga w chłodniku sama – czyta mocno zajęta – naprzeciw ukazuje się wsparty na lasce Edmund i niewidziany wpatruje się w nią.


Edmund


(Po chwili.)

W istocie trzeba by być ślepym… (prze-