Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Blaskami płomienieją z błękitów krainy?...
I do dziewiczej Jungfrau, zakwefionej,
Pogląda zawsze, wieki utęskniony;
A kiedy słońce kwefy jej rozedrze,
I pocałuje szczyty jej promieniem,
To grzmi pierś jego oddechu westchnieniem,
I nieraz szatę swą w lawiny przedrze,
I największe brylanty, zwisłe u swej skroni
Miota w otchłanie, skąd już każda goni
Zdrojem pod stopy Jungfrau, aż zacięta
W lód, nad otchłanią błyska zawiśnięta –
Choć u stóp jego szumią armie borów,
Igrają zdroje, czuwa świat potworów,
On milknie niemy na szczytach gór,
W koronie gwiazd, na tronach chmur,
               Mont Blanc!...

I niemy w chmurach, jako szczyt boleści,
W niebiesiech ginie… aż Jungfrau rozpieści
Skroń jego, chmur swych wieńce szląc wichrami
Na czoło jego pisane wiekami:
Aż Jungfrau orła poszli, ptaka chwały,
Na jego szczyt, co z dumy zdziczały.
O! wtedy huczy zdrojami wesoło,
Szaleje, wzdycha borami w około,
Dumny, dziewiczy, na szczytach gór,
W koronie gwiazd, olbrzym śród chmur,
               Mont Blanc!...