Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wreszcie statek zawinął do cudnej przystani
I o ląd trącił piersią z spienionej otchłani,
Ale długo w noc jeszcze – na skalistym brzegu
Leżałem a jezioro – tak głucho szumiało,
Gwiazdy drżały, fal tyle u stóp mi skonało,
Jak wspomnień w smętnym życia pielgrzymiego
                                 biegu....

I wały tak ponuro tłukły rozbrzyźnięte
O skały, dokąd biegły miotane wichrami,
Że zdawało mi się marząc dziecka wspomnieniami,
Że mi do stóp przyniosły zkądś serce pęknięte!