Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I mijamy lwa Lindau, co stróżem zatoki,
Siadł na skale, głowę podnosząc w obłoki,
Grozi wszystkim tyranom, błyskający temi
Kły co się świadczyć zdają wspomnieniom tej
                                 ziemi....
Jak myth ludu, złowieszczy dla wszyst-
                                 kich tyranów,
Co ryknie prędzej później i strząśnie
                                 łańcuchy,
A od ryku zatrzęsą się kości kurhanów
Niepomszczone, i pomsty zachichoczą
                                 duchy....
Powiał wiatr, i roztoczył szafir jeziora
Jak turkus roztopiony pochodnią wieczora,
Pełen ognistych węzy, cichy i głęboki…
Jak morze łez radości, jak wspomnień potoki
W dali nikły bawarskie Alpy zbłękitnione,
A kiedym na Szwajcaryi wybrzeża omglone
Pojrzał, ujrzałem tylko Gesnerowskie światy,
Sielanki drobne, rzewne, bluszcze, w blu-
                                 szczach chaty
Uciekały za brzegiem – tam gdziem się Spo-
                                 dziewał
Widzieć Tytanów skalnych, w powietrzu dziewice
Skamieniałe wznoszących, w mgłach....
                                 Kędy wieżyce
Skaliste, ja marzyłem, widziałem zielone
Wybrzeża – jak osady mrówek zaludnione….
Był dzień Zielonych Świątek, pełen wiosny,
                                 maju,
Pokład mrowił się ludźmi, i według zwyczaju