Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Skądże to taki horoskop? Nim jedno pokolenie podrośnie, zawali się w gruzy to własne ich, śmieszne »państwo«.
— Kto to wie!
— Z roskoszą nas powitają Kaszubi, gdy tu powrócimy.
— Kto ich tam wie, tych Kaszubów! Było już tak, żeście pracowicie osadzili swych własnych ludzi na piasku pruskiego pojezierza, żeście im grunt wykarczowali pracowicie, żeście im domy porządne zbudowali, żeście ich zaopatrzyli, w co potrzeba, a przeciwko wam samym skoczyła rewolucya tych ludzi, dzika i straszna, na noże idąca. Cóż dopiero teraz, o Niemcy!
— Przeciwko Polsce wypowiedział się wierny nasz Mazur.
— Czy się drugi raz przeciwko niej wypowie za lat dziesięć, piętnaście, gdy go dzieje spytają o zdanie, — któż zaręczy? Powtarzam: już raz wasz lud własny do Polski się twarzą obrócił i na twarz przed nią upadł, błagając, żeby go wzięła pod swą władzę. Któż wie, czy Mazur nie otrze z twarzy potu a brudu niewoli i nie wspomni sobie, że nad nim panują cudzoziemcy?
— Przypatruję się panu i myślę, że z zamaskowanym Polakiem się spieram.
— Uspokój się pan. Zbyt dobrze wam życzę. Ale właśnie dla tego, że dobrze wam życzę, prawdę w oczy wam mówię. Sami sobie nie lubicie prawdy w oczy wyjawiać.
— Pracują w głębi Niemiec tysiące tysięcy warsztatów, zakładów, pracowni. Organizujemy nowe Niemcy. Państwo przejmuje warsztaty i wspólnie z rzeszami