Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


malnym przyrostem żywej wagi mamy cywilizacyi i spokojem żywota papy postępu, uchylając wszelkie powody niezdrowej alteracyi.
Machnął Niemiec groźnie prawicą.
— Nie zaprzeczaj pan. Podpatrzyłem was dobrze, uważnie, w szczegółach i na przestrzał. No — i długo Teraz już na zawsze żegnam — i wyrywam! Gdzie pieprz rośnie! Należycie do przeszłości. Wygasł w was Henryk Ptasznik i ocknął się ze snu przy grobie świętego Wojciecha Otto Trzeci.
— Cóż to za mistyka!...
— Ręczę panu. Jadę do tych, co chylą się wprawdzie także ku przeszłości, sypią się tu i tam w gruzy nowoczesnego zwichnięcia rasy człowieczej, ale mają w sobie wigor Ryszarda Lwie Serce, któremu ludzkie mięso równie dobrze smakowało, jak bycze lub baranie, a który chętniej zwykł był zabijać ludzi, niż zwierzęta. Tam jeszcze stoją otworem kuźnie i walą ręce potężnych kowali w kajdany na gorących od młota kowadłach. Tam jeszcze czczą dumę ze siebie, jako bożyszcze, a na deptaniu wszystkich innych, białych i żółtych, czarnych i śniadych zasadzają i gruntują swoją własną, na wyspie wyrobioną sprawiedliwość.
— Więc pewny pan jesteś dobrej posady u tych nowych panów?
— Będę się starał o dobrą. Mam niezłą szkołę i niezłe rekomendacye. A gdzież dziś, panie, ocenią wysoką wartość mych rekomendacyi? Tylko tam, dokąd się kieruję. Tam jeszcze wygłaszają słowo — sprawiedliwość, — z flegmą dusząc objekt za gardło.
W tej chwili pociąg przebiegał wzdłuż helskiego