Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Sowiet tutaj założyć! Ten będzie wiedział, co jest prawda, co kłamstwo... — wołała grupa druga.
— Sowiety... — wtrącił pewien z tłumu. — Słuchajcie, ja wam powiem, bom tam bywał, widziałem na oczy. Sowiety potrzebne są na świecie, jak drożdże są potrzebne do wypieku chleba. Gdyby drożdży nie było, udławi się świat dzisiejszy suchą i jałową mąką, nawaloną w jednem miejscu przez interes i łajdactwo bogaczów. One sowiety mogłyby mąkę świata zamienić na chleb zdrowy, pożywny, chleb nasz powszedni. Ale cóż? Same drożdże chcą być chlebem, same się podsuwają światu zamiast chleba i są nie do pożywienia, nie do strawienia, jeszcze gorzej, niż mąka. Samemi drożdżami nikt nie wyżyje.
— Sprawiedliwie powiedział, — wołał inny. — W tej Polsce nowej może być miejsce na śpiżarnię świata. To jest przecie nasza matka. Trza ją będzie szarpać nieraz, żeby chleb prawdziwy piekła dla dzieci, ale sama tylko przecie rodzona matka dziecka wykarmi niefałszowanym chlebem.
— Utyjesz, schlebiaczu burżujów, jak cię Polska nakarmi!
— Czy był tu głodny za niemieckich czasów?
— Kłamiesz! Cokolwiek tu niemiecka moc tworzyła, to zawsze w tym jednym celu, żeby ten kraj na Niemcy zamienić, mowę tutejszą wytrzebić, ludzie w Niemców przeistoczyć. Patrz, jak biegną koleje: wszystkie ze wschodu na zachód, z Królewca do Berlina. A wasza ziemia kaszubska po to była, żeby przez nią przechodzić, żeby ją deptać i tratować, aż się stanie Niemcami. Kto poza Polską może obronić Kaszuby?