Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/314

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

rzeczy, nie wiadomo jakie, i po co robimy. Nie nasza sprawa...
Tłum potakująco zaszemrał.
— Dla polskiej burżuazy... — rzekł tamten. Na stos kamieni wyszedł drugi gaduła. Pierwszego gadułę łokciem potrącił, aż tamten przysiadł na głazie.
— Powiada ten oto niemiecki naganiacz, że Polska morze popróżnicy grodzi. A tamten znowu, że je dla polskich bogaczów tak grodzi. Nie wierzcie! Każdy pal, co tu w podwodne dno idzie, grodzi na wieki wolność Kaszubów. Nie będzie ich nikt nogą deptał, ani sprzedawał, ani kupował. Skoro ta zagroda w morzu stanie i na wieki stwardnieje, nie zginie już Polska i obroni Kaszuby. Nie będzie rybak na sprzedaż z rybą do Gdańska bieżeł, bo co złowi, pójdzie wprost a tela wagonami do Polski. Sama Warszawa zje wszystkę twoją rybę.
— Nigdy tego nie będzie! Polska nigdy nic nie buduje. Zacznie, na śmiech ludzki, i stanie. Braknie jej geldów. Albo się poprostu rozmyśli. Budują tylko Niemcy!
— Niemcy tu były przez wieki. A cóż po nich zostało? Bieda, brud, nędza. Nawet tej drogi do starego Oxywia nie pchnęły. Sobie tylko pałace i przepychy we Gdańsku, w Sopocie. Prawdziwie: dla burżuazy. Jedno tu Niemcy zbudowały naprawdę: oto z Kaszubów pół-niemców wykrzesały dla siebie, mowę słowiańską półnapół pośladem swojej gwary zepsutej przetkały.
— Niech żyją sowiety! — wołała jednogłośnie grupa jedna.