Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Bo tylko Polska buduje koleje z północy na południe: do swojej Warszawy.
Tłum słuchał. Ów perorował:
— Jest ich jeszcze dwieście tysięcy, Kaszubów. Kto o nich stał na świecie poza Polską?...
— Słyszycie, jak was na Niemców judzi polski naganiacz! — wołał knop pięknolicy, wstając z miejsca.
— Łżesz, bracie! Nie judzą na Niemców. Kto jest Niemiec z rodu i z mowy, a na polskiej, czy tej kaszubskiej ziemi się zrodził, z nami pracuje i na kawałek chleba zarabia, kto z nami szczerze żyje i zdrady w sercu nie chowa, ten jest nasz brat najrodzeńszy, przyjaciel i kamrat wieczny. Nie żywimy do Niemców, naszych współrodaków i towarzyszów, zemsty ani odrazy.
— Wielka łaska!
— A czego jeszcze chcesz więcej? Słyszycie! Chce, żeby nad nami koniecznie Niemiec panował. Niemiec jest panem w swoim kraju, my w swoim.
— Niemcy umieją rządzić ludźmi. Dla Niemiec jest ten kraj potrzebny.
Tłum porwał się z miejsca i zawrzał. Pięści się przeciwko mówcy podniosły. Wrzawa go zagłuszyła. Krzyk nacichł wówczas dopiero, gdy na stosie kamieni Niemiec rodowity stanął i po niemiecku przemówił:
— My robotnicy nie chcemy już panowania nad Polską. Nie będzie już przenigdy Prusak niemczył Kaszyby! Dla czego jeden naród ma nad drugim narodem panować? Dla czego Polska nie ma się wydźwignąć z niewoli, z niedoli? Czemu nie ma zaprowadzić u siebie ładu, czystości, zdrowia, porządku, ozdoby i wygody