Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lach. Po opłaceniu należności za przechowanie, wydano im z charkowskiego — »deposito« kwit z pieczęcią czerwoną, wielkości uczciwego spodka. Schowawszy pieczołowicie ów dokument na posiadanie ręcznej własności, w skok pomknęli do polskiego biura, ażeby powziąć wiadomość o pociągu do granicy. Ale przed drzwiami biura zastali długi szereg ludzi nieszczęsnych, wyczekujących swej kolei. Trzeba było stanąć w »ogonku« i poczekać. Zmieniali się w tem wartowaniu. Jeden »czekał«, a drugi mięsił błoto odwilży charkowskiej, poszukując jakowegoś noclegowiska, gdyż było rzeczą więcej niż prawdopodobną, że trzeba będzie w tymże Charkowie nieco dłużej popasać. Seweryn Baryka, który w tem mieście już bywał, a odznaczał się naogół większą od syna przemyślnością, znalazł tegoż jeszcze dnia pomieszczenie w izbie pewnego krawca, mówiącego jeszcze coś niecoś »po polski«, gdyż onego czasu był »rodem z Warszawy«. Ten to półrodak, obdarłszy uczciwie wędrowców, zgodził się na przenocowanie ich w swej izbie, mocno niepachnącej. Seweryn Baryka dał krawcowi zadatek w starych rublach, które jeszcze wygrzebał zza podszewki i powrócił do ogonka przed biurem. Okazało się z oświadczeń ludzi, wychodzących z biura, a wreszcie, po długiem wyczekiwaniu, z samej rozmowy z urzędnikiem, iż o pociągu w dniach najbliższych niema nawet mowy. Jest obietnica, że taki pociąg, dążący zdaleka, spod Uralu, ma nadejść, ale jeszcze wcale niewiadomo, kiedy to nastąpi. Urzędnicy dodawali nadto niewesołe wyjaśnienie, iż ów pociąg, o ile nawet przyjdzie, będzie bardzo przeładowany. Nie pozostało tedy nic innego, tylko — do krawca. Przed-