Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rąca woda w zimie idzie dokoła ścian, wewnętrz belek, obiegając każdy pokój. Pod sufitem pracują szklane wentylatory, normujące pożądane ciepło i wprowadzające do wnętrza zawsze świeże powietrze.
— W lecie musi być w takim domeczku, niczem w Baku na rynku podczas kanikuły.
— Mylisz się, niewierny! Temi samemi wewnętrznemi rurami idzie w lecie woda zimna, obiegająca każdy pokój. Woda ochładza ściany, wskutek czego jest w takim domku podczas największego upału, jak w bakińskiej naszej piwnicy, tylko bez jej zgnilizny i odoru. Tąż wodą zmywa się stale szklane podłogi, ściany i sufity, szerząc chłód i czystość. Nawet nie wymaga ci to żadnej pracy specyalnej, gdyż rury odprowadzające zużytą wodę i wszelką nieczystość, uchodzą do szklanych kloak, wkopanych opodal w ziemię.
— Jakieś gablotki, do licha, nie ludzkie mieszkania!
— Istne gablotki. Chłop polski, niezbyt, powiedzmy, przepadający za czystością, jak to jest wszędzie na wsi, przy pracy około krów, koni, kóz i owiec, — choćby nie chciał, musi sobie w izbie zaprowadzić, zapuścić, — uważasz, czystość, — żeby mu snać w izbie szklanej nie było gorąco. Wciąż mu baba zmywa izbę, ściany, podłogę, — a wilgoci ani krzty, bo niema co gnić, ani pleśnieć, ani śmierdzieć widzialnym czy niewidzialnym brudem, jako że naczynia wszystkie, sprzęty, graty, meble — szklane.
— Oszaleć!
— Oszaleć, ale z zachwytu. Bo te domy komponują artyści. Wielcy artyści. Dzisiaj są ich tam już setki. I, powiem ci, nie są to nudziarze, snoby, żebraki,