Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


turbiny, ustawione tu i tam na całej długości. Była to poprawdzie jedna wielka fabryka: olbrzymia huta szklana.
— Ty byłeś tam, tata?
Seweryn Baryka odpowiedział po namyśle:
— Oczywiście! Byłem. Szkliłbym ci to tak w żywe oczy, gdybym nie był.
— Ale co to ma wspólnego z »nową cywilizacyą«?
— Jakże! Od tego się ta cywilizacya zaczęła.
— Od jednej szklanej huty?
— Tak!
— Jakaś, — mam wrażenie, — krucha i łatwo tłukąca się cywilizacya.
— Przeciwnie! Najmocniejsza na tym padole z żelaza i betonu.
— Szkło się łatwo tłucze.
— Nie takie szkło! Baryka, — nasz imiennik, — produkuje szkło belkowe. Zapomocą olbrzymiej siły, którą ma darmo od prądu zachodniego, zwłaszcza wobec wiatrów zachodnich, które tam trwają niemal stale, otrzymuje niezmierną masę popędu elektrycznego, z którego pomocą topi piasek nadmorski...
— To, oczywiście jego sekret?
— Sekret. Z olbrzymiej masy płynnej wyciąga gotowe belki, tafle, kliny, zworniki, odlane, a raczej ulane, według danego architektonicznego planu. Cały szklany parterowy dom, ze ścianami ściśle dopasowanemi, z belek, które się składa na wieniec, a spaja w ciągu godziny, z podłogą, sufitem i dachem z tafel oddaje nabywcy gotowy. W domach tego typu wiejskich, czyli, jak się dawniej mówiło, chłopskich, niema pieców. Go-