Strona:PL Stefan Żeromski - Promień.djvu/113

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    się tem dłużej. Zostawiłem... Chory leżał w podłym stanie i trudno było głowę sobie nim zawracać. Umyłem ręce i wyszedłem. Minęło kilka dni. Rzecz działa się w sierpniu zeszłego roku. Mieliśmy tu majówkę towarzyską, tańce w lesie, następnie wieczór u adwokata Koszczyckiego. Było to coś we cztery dni po tej wizycie. Na majówce czułem w sobie jakieś dreszczyki, jakieś coś w rękach i w nogach, alem uwagi nie zwracał. Dopiero w nocy u Koszczyckiego przy wincie zastanowiłem się, co to być może. Czyżby tyfusik? W głowę mię czasem uderzył jakiś dziwny żar, miałem duszenie w okolicy serca i nie to że bolesne, bo prędzej zabawne dławienie w mięśniach i stawach. Uważasz pan, co ja mówię? Wyszedłem wtedy, pamiętam, do sąsiedniego pokoju, chcąc zebrać myśli. Byłem we fraku, więc mię trapiło pytanie, czy mi po prostu nie zimno. Jedna z ładnych kobiet zbliżyła się do mnie i zaczęła, jak to mówią, flirtować na złość Marcie. A kiedy tak plotła mi jakieś miłe trzy po trzy, nagle mię, jak drągiem zwaliła myśl: a nuż to jest soczek z tego zgnilca? Panie, dużom później przeżył, ale nigdy i nic gorszego nad tamtą chwilę, kiedym się uśmiechał do owej damy. Rozumiesz mię pan? — zapytał, wyciągając ku Raduskiemu skurczoną rękę ze zgiętymi palcami, straszną w istocie, jak myśl, o której mówił. — No a w tydzień później wiedziałem już dokumentnie, że to jest malleus humidus, farciminosus.. nosacizna. Koledzy, eskulapia tutejsza rada w radę. Wysłano mię do Warszawy. Tam także... Dziś, panie, oto co jest...
    Z trudem odsunął kołdrę i ukazał gościowi swe nogi. Lewa ręka była spuchnięta, brunatna, pokryta