Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/144

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    wojakiem, co me wiód, co był z Luptowa, juści zdezerterowaliśmy oba. Kaz było iść? He, bracie! Co ino raz wiater nas obleciał, wiedzielimy ka! Dopadlimy do hal, uzdobierali sie, Luptak był za harnasia, i pośli na zbój. He, to było życie honorne! Śli my w Polskom, cy ta na Węgry, na Śląsk, na Morawę, sedy nas było pełno, ale po komórak ludzkich pusto... Pandury a wojaki wse nam deptali po piętak, a ślakowali. Naostatek źle nam wysło. A syćko bez babe! Kto sie frajerek rad trzymał, ten niedługo zbójował. Zabawili my sie hań u jednej, nie skoro w nocy i po ćmie nas przysiedli. Pięcioro uciekło — ja zaś w pazdurak im ostał.
    — Cóż wtedy?
    — W Sifcug, bracie.
    — Cóż to jest?
    — Nie wis? To sie lepiej ani nie pytaj...
    — Ja się niczego nie lękam. Powiadaj.
    — Sifcug, wis, to je tak: Hań, nad okrutnom wodom, nad Dunajem, ka Sigedyn, wis? som ta jest młacyska, bory straśne, topiele, co ik ani nie zgruntujes, ani nie przeźres, bo kansi idzie, aze do kraju świata. No, toz to nas hań przywiedli, śleje kie koniowi zarucili i wprzągli do takiego sifu ze siaciem, psenicom — jako padło. Sif wodom seł, a tyś sie po kraju potykał ciągnęcy... Kies nie wytrzymał, a padł i skapiał, no, to cie hnet w tem błocisku zagrzebli. Ale to ta nic. Dy lekcej hań na dnie w borze gnić z pniakami, niźli tak zyć. Gorzej było, kieś zasłabł, a nie zdek i nie zdoleł iść, kie cie postrzał ozbił, abo ci gicale w tej młace pokręciło, abo gad uzar. Praśli cie