Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Musi dawno!
— Ile czasu?
— Od siedmi roków siedzem.
— Od siedmi... — powtórzył Rafał głosem szyderczym, który się z niego samego natrząsał, jako wróg.
Spytał jeszcze:
— Za co siedzisz?
— Za co? A tobie na co wiedzieć?
— Nie powiesz?
— Co mi ta! Cłeku! Powim. Za cóz byk miał siedzieć, kiek dezenterował!
— Kiedy?
— He! Kie ja z wojska! Kęs casu, bracie. Wzieni me w halak. Kiecki nam koło usy pozaplatowali, portecki cyrwone dali i hybaj! Do pandurów. Poślimy we Węgry, het! ku morzu, w takie straśne równie, pustacie, co nie daj, Boze. Wytrzymałek bez jeden rok, bez drugi, alek ni móg dockać końca, kraju... Telo me dochwiło, cok wzion i zdezenterował. We dnie jek sie krył, a na mroku leciał ku halom. Ale sie w jednem mieścisku, na węgierskiej stronie, do mnie przyznali. Wzieni łapać. Dopadli me w takiej wąskiej ulicce, zaparłek sie do muru plecami — byłek chłop! — wzionek skałami prać, byłbyk to poprał na kupe, nie daliby rady. Ale me śtukom wzieni. Zaśli me ze zadku, postronek na syje zarucili i łapili. Toz to w seści me bez miasto wlekli. Musiałek bez takom ulice biegać, co me z dwok stron bili. Cosi piećset kijów wsypali. Dobrze! Juści odesłali me z wartowniki do Preśburgu, do regimenta. Ale w drodze useptalimy sie z jednym