Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/049

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    warzyszów runął na nich z laskami, z kamieniami, znalezionymi na ziemi. Wnet żelazny drąg siłacza z Oleśnicy przeważył szalę zwycięstwa na stronę awanturników. Ront rozsunął się i cofał pod ścianami kamienic. Rozlegały się świstki, krzyki niemieckie, wołające o pomoc, jęki i przekleństwa.
    — Do kupy! — wołano.
    — Do kupy, mości panowie! — komenderował przygodny wódz.
    — Wziąć się za ręce i wtył!
    — Osaczą nas, wtył, — wołali wszyscy.
    Rafał nie miał nic w ręku, nawet laski. Mimo to z wyciągniętemi rękoma szedł naprzód, co chwila ściskając dłońmi ciemność. Gniew ukropem kipiał w nim i gnał go do boju. Szukając tak w mroku rękoma, ujął mizerne drzewko, przywiązane do wysokiego i tęgiego kołka. W mgnieniu źrenicy owa żerdka poczęła śmigać i szeroko grać w powietrzu, zataczając obszerne kręgi. Koniec jej trafił wreszcie na żywe mięso.
    Wówczas dopiero Olbromski wziął walić z sandomierska. Żołnierz, z którym się zmagał, płatnął go do krwi raz i drugi pałaszem w szyję i w rękę. To podnieciło animusz aż do wściekłości. Wymacawszy go dobrze obłudnymi ciosami, Rafał rypnął z góry, w łeb, od jednego razu i obezwładnił. Prusak osunął się na ziemię. Wówczas zwycięzca znalazł go nagiemi rękami i począł kuć w zęby. Gdy tamten na dobre omdlał, powlókł go ze sobą po błocie, mamrocząc sobie pod nosem.
    Wedle rozkazu wodza garść walecznych awanturników cofała się pośpiesznym marszem ku wylotowi