Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

w błękitnem polu lew Wenecyi, zmazane były słowa: Pax tibi, Marce, Evangeliste meus! — i wyryte inne: Droit de l’homme et du citoyen. Inni, podkreślając stokrotnie dowcip gondolierski, że nareszcie po tylu latach złoty lew odwrócił jedną kartę swej księgi, wskazywali rozpoczęte z rozkazu »wielkiego generała« budowanie Fabrica nuova, które miało zamknąć plac św. Marka i w jedną całość złączyć Prokuracye. Bito tam w kanał pale, wznosiły się rusztowania. Książę odpędził zgraję i z wybrzeża piazetty popłynął w gondoli do hoteliku, dokąd już był rzeczy odesłał.
Tego jeszcze dnia zaczął składać wizyty w celu poznania stanu rzeczy. Łączyło go dalekie po przodkach kuzynostwo z jedną rodziną magnacką Wenecyi. Skorzystał z tego i odnowił znajomość, zawartą czasu pierwszej z rodzicami bytności. Był przyjęty bardziej życzliwie, bardziej gorąco niż przewidywał. Duże jeszcze kołatało się w pływającem mieście zgromadzenie emigrantów francuskich, którzy szukali tutaj nietylko schronienia przed motłochem swej ojczyzny, ale również rozniecali namiętności patrycyatu weneckiego przeciwko Francyi, jej rządowi, generałowi i niezwyciężonej armii. W chwili, gdy książę Gintułt stanął w tem mieście, emigracya francuska zabierała się do odwrotu... Sceny paryskie powtórzyły się na placu Św. Marka i na moście Rialto. Lud, przez pięć wieków, od czasów doży Piotra Gradenigo praw pozbawiony, pozbawił praw szlachtę, i sam w osobach sześćdziesięciu przedstawicieli, zasiadał w sali di Pregadi, i w cedrowej, i w izbie rady dziesięciu, a nawet w izbie, gdzie zasiadali Inquisitori di stato. Ludwik Manini skrył się w zaciszu domowem