Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/074

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — W to nam graj!
    Teraz dopiero wyzwoliła się zabawa, co się nazywa. Wszystko co młodsze znalazło się w sali i hulać zaczęło. Były tam i modne fraczki, i starodawnym krojem szyte kontusiki, głowy w lokach i podstrzyżone. Większość panien miała już na sobie suknie, odkrywające ramiona, a czoła zakryte puklami włosów, ale nie brakło dziewic, odzianych w staromodne suknie, w lewitki i bufoniki, w krótkie rękawki z długiemi angażantkami z koronek. Wszystko to mieszało się w tłum barwisty, utkany mnóstwem kierezyi chłopskich, krakowskich »suk«, gorsetów i białych, bufiastych rękawów. W pierwszej chwili tuliła sie po kątach młodzież uboższa, ale wnet radość powszechna wciągnęła w wir i najmniej odważnych. Chwilami ta rozbawiona młódź sprawiała wrażenie zdrowej, dzielnej, urodziwej stadniny, pędzącej z krańca w kraniec po błoniu. Nowa podłoga dudniła, jak skóra na bębnie, światło jarzących świec chyliło się poziomo to w tę, to w inną stronę, zawieszone festony chwiały się do taktu, a cała izba, zdało się, trzeszczała w swych węgłach. Wrzawa uciechy huczała w niej, jak spieniona woda. Zdrowie, młodość i kipiące życie przemieniły ten taniec w wylew radości. Bawiono się z pełnego serca, hulano z potrzeby dusznej, tańczono w całem znaczeniu tego wyrazu do upadłego. Słychać było tylko śmiech i krzesanie hołubców.
    Otwarto drzwi, gdyż było duszno nawet w tak wielkiej izbie. Ktoś spróbował odemknąć okna, a gdy się okazało, że są na głucho zabite gwoździami, wyrzucił je razem z futryną. Wnet z dwu czarnych otworów wionęły białe obłoki i ukazały się w nich liczne