Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


do szkoły! A oto... Ale precz ze wszelkiemi wspomnieniami! Nie wolno myśleć o rzeczach dawnych, bo znowu zaczną się brewerye płaczowe.
Cicho, tylko deszcz gada w rynnach i od czasu do czasu przemknie się z łoskotem wehikuł kielecki.
Tegoż dnia w Mękarzycach. Już jestem tutaj, u wujostwa. Bardzo późno... Jaka błogosławiona cisza. Nocuję sama, na »drugiej stronie«, w tej starej »salce«. Jestem szczęśliwa, ach, jakże jestem szczęśliwa! Cicho, na palcach stąpam w tym pustym pokoju, gdzie stoją dawne graty, które pamiętają umarłych — i nasycam się świadomością, że to nie złuda. Tu, w Mękarzycach! W tych nizkich stancyach bywałam z mamą nieboszczką, gdym miała trzy, cztery lata... Powała z dwiema belkami, cokolwieczek skrzywiona; ściany wybielone wapnem, które tu i owdzie odpada, ukazując suche i twarde drewno modrzewiowe. Okno zasłonięte kępami georginii, malw i bzów. Z ram jego deszcz spłukał pokost. Zasówki, stare zasówki dziwnej formy, ozdobnie wykute przez jakiegoś ucznia Tubalkainowego, powlekła rdza warstwą tak grubą, że uczyniła z tych żelazek rzeczy doprawdy piękne. Gdy się wmyślam uparcie, to zda mi się, że jak przez sen widzę tego, kto te zasówki przybijał. Był to młody kowal... Miałam wtedy może cztery lata. Wszystko to: przepalone szyby, drzwi, ściany, sprzęty i stare litografie noszą na sobie jakąś cechę wzruszającą. Istnieją bez żadnej zmiany w ciągu kilkudziesięciu lat, na tych samych, swoich miejscach, wytrzymują działania pór roku i stają się jakby niezbędnemi cząstkami tutejszej przyrody. Każdy z tych przedmiotów ma swoją historyę i wprost należy do