Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czonego po szeregu prababek. Ja nie znam życia. Parę razy zdarzyło mi się czytać takie rzeczy, od których włosy powstają na głowie i ciało drży, jak w malaryi. (Guy de Maupassant, Owidyusz). Idąc ulicami, trafiam często na widok, który mię nietylko przeraża, ale wprost ogłupia. Tymczasem setki ludzi przesuwają się obok tego, jak obok latarni albo szyldu. Egzystują jakieś nieznane mi łotrowstwa, rzeczy pełne okrucieństwa i hańby, w których kobiety biorą udział. Któż je wyuczył tych potworności? A jeżeli one same odnalazły w swych duszach to wszystko? Oto dlaczego boję się zdania poety Br., że babiny mogłyby nadużyć wolności.
Czy to ma się tak tłómaczyć, że trzeba opuścić ręce? Nie, przenigdy! Ktokolwiek jest winowajcą straszliwych grzechów rodu ludzkiego, trzeba dźwigać się z brudu! Niech to czynią mężczyźni i kobiety.
5 Grudnia. Wczoraj wspomniałam o Owidyuszu. Sama nie wiem czemu przyszła mi myśl przeczytać go jeszcze.
Guêpe ma wśród mnóstwa swych romansideł dwie śliczne stare książeczki z zeszłego wieku wydane w Londynie p. t. Les oeuvres amoureuses d’Ovide.
W tomiku drugim są dowcipne, pełne uroku i... zepsucia Êlégies amoureuses i najładniejsza z nich, zaczynająca się od słów: L’oiseau le plus charmant qu’on pût voir dans le monde mon fameux perroquet...
Tłómaczę to sobie moim nieudolnym językiem w taki sposób: »Papuga, wielomówny gość z Indyi — nie żyje! Schodźcie się na pogrzeb ptaki nabożne. Idźcie za zwłokami tłumem smutnym, bijcie się w piersi