Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jeżeli nawet sama sobie zechcę sformułować, już się zmieniają pod piórem i nie są takie... Jak to zapisywać? Tak, jak nadchodzi, czy też tak, jak się w słowie zmienia? To drugie przypomina mi z Nieboskiej komedyi tę chwilę, kiedy Mąż, rozpaczający pięknemi zdaniami nad niedolą żony obłąkanej, słyszy obcy głos: »Dramat układasz«...
30 Października. Pisałam dwa dni temu o większej czystości kobiet. Zdarzyło mi się już nieraz, że gdy jestem jakąś myślą szczerze i głęboko zajęta, w świecie otaczającym znajduję, jeśli nie rozwinięcie dalsze, to w każdym razie szczegóły i ułamki, które do niej należą. Prawdopodobnie to skupiona myśl, jak światło w ciemności, wyławia z otoczenia wszystko, czegoby w innych warunkach nie dostrzegła, gdyby nie wiem jak nasuwało się przed oczy.
Byłam u Maryni. Rzadko się z nią widuję, a lubię ją, — jakby to wyrazić? — odruchowo, wbrew, a może na przekór woli. Ona jest do gruntu niewinna, czysta, bielutka i bardzo prostego serca, a przecież bardzo lubi więcej, niż jednego, niż dwu lub trzech mężczyzn. Pierwiastek erotyczny stanowi w tem wszystkiem tylko pewną domieszkę. Nie chcę powiedzieć, żeby nie grał żadnej roli, ale jest to daleko bardziej coś w guście manii wielkości. Gdy jej fundowałam delikatną uwagę, odrzekła mi ze szczerozłotą naiwnością, że nie wie, czemuby nie można było kilkoma naraz być »zajętą«. (»Nie zakochaną — cóż znowu!«).
Te sympatye są w zupełności odrębne, łączą się przecież między sobą podobnie, jak naprzykład, warstwy w torcie. Każda z osobna jest inna i bardzo dobra,