Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wdomówca, ten, co postacią Jadwigi w Dzikiej kaczce śmieje się, jak szatan, jak nie-człowiek z kultury ludzkiej, — zaczął przezierać istotę rzeczy. Ale i on nie może się powstrzymać od hołdowania prawom kierowniczym sentymentu męskiego. Istotna poezya kobieca drgała może, ale w pieśni niewolnicy, gdy na tarasie rzymskiego magnata, wobec tłumu rozwalonych patrycyuszów musiała śpiewać dla ich zabawy pieśń swego kraju...
My jej nie znamy. Kiedy się wmyślam w ten śpiew i chcę go odgadnąć, zda mi się czasami jakbym słyszała go gdzieś, za czwartą ścianą... Niekiedy sięga do mego serca i wówczas, przez cały dzień słyszę w sobie dźwięk tych strun, szarpanych w boleści przez zakrwawione palce. Wtedy poetka mówiła prawdę; oto jest co ja czuję! To jest w mem sercu! Wszystko mi jedno, co powiesz o mojej pieśni. Ja sobie samej, sobie jedynej śpiewam...
Ale dziś... I dziś istnieje ten sam płacz kobiety oszukanej, sprzedanej przez rodzinę, niewolnicy mężowskiej, która kocha innego, npadłej i wzgardzonej przez obłudną cnotliwość gromady. Istnieją marzenia zakochanej niewinnie i namiętnie, tej, co poczęła i pod sercem nosi dziecię... Cóż znowu! Takich dźwięków nie można wydobywać z »liry!« Byłoby to niemoralne, szerzyłoby zepsucie...
27 Października. Przeczytałam co tu stoi od wczoraj i nadal będzie »stojało« ku oświeceniu wieków. Chciałabym pisać prawdziwie i szczerze, a to jest trudność niesłychana. Mam dużo myśli na pół świadomych, jakby zabłąkanych z cudzej okolicy, które,