Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z wywróconemi oczami, z palcami rękawiczek raz na zawsze — ehe — splecionymi, przez czterech bezimiennych drabów (a może i przez dwóch dla oszczędności) odniesiona zostanie pod kogutka?
Niepołomski miał zamiar wyjść oddawna, ale bawiła go gawędka tych osób. Siedział tedy bez ruchu, doznając fizycznej uciechy, jak w teatrze, i słuchał, gdy Horst jeszcze mówił:
— Gdybyś zaś ciocia dobrotliwa, stygnącą rączką wszystko mnie powierzyła, — jakże jabym misternie uporządkował te wszystkie fajanse. Sapristi!
— Przedewszystkiem zapłaciłbyś z pewnością w Bristolu coś tam winien i zaczętoby cię znowu wpuszczać za upragnione drzwiczki.
— Otóż to, złośliwość... Zapisze ciocia siostrzeńczykowi Kamilowi, a ten będzie spuszczał nawet nie w Bristolu. Ba ja wiem, gdzie taki może wydać? Ani nawet, mówię, kult zabawy nie może się rozwinąć w tym kraju! Jakże mię serce nie ma boleć, gdy o tem dzień i noc myślę...
— Uspokój się, mości Horst, uspokój, wszystko się to jakoś ułoży.
— A tak! My zawsze po polsku, jakoś to będzie... Ale coby to była za pociecha dla nieśmiertelnego oka cioci patrzeć (przypuśćmy, z czyścca), jak ja znowu wracam do Pool’a, do jedynego krawca na kuli ziemskiej, który gentelmana ubiera z zastosowaniem do każdej okoliczności jego życia odpowiedniego suit of clothes, podczas gdy inni partacze człowieka z gatunku homo sapiens odziewają, okrywają szmatami nagość jego gnatów. Cioci się zdaje, że jakiś silkhat od