Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ewa niepostrzeżenie, cichaczem wyszła z pokoju do kuchni.
Przez chwilę trwało milczenie. Pani Barnawska, jakby po dokładnem zważeniu argumentu, rzekła dobitnie, a z niepowściągnionym sykiem rozkoszy:
— Rozpusta cię zeżre prędzej niż myślisz.
— Rozpusta... cóż za wyraz lekkomyślny! — Ten kraj »ubogi a ciasny« — i rozpusta! Merum nomen sine re. Przecież starałem się kształcić wyobraźnię kochanej cioci... Dawałem z własnej podręcznej biblioteczki brukselskie pamiętniki wiecznie interesującej palnięci markiza de Sade, dzieła pana de Harcanville — zarówno Histoires secrètes des dames romaines (pamięta ciocia?), jako też Historyę dwunastu cesarzów w najozdobniejszem sztychowanem wydaniu. A sztyszki — co?
Coś, jak rumieniec, poczęło zwolna zabarwiać policzki pani Barnawskiej.
— Widzę, że sprawia cioci przykrą sensacyę to, co mówię. Parlons d’autre chose. Są sprawy, których poruszenie, w istocie...
— Żebym ja nie poruszyła spraw, które ciebie zabolą...
— Mnie nic nigdy nie boli, wracam też do kwestyi spadku. Po najdłuższem życiu... Bo co się stanie z kapitałem, z zaległymi procentami, z pakami rewersów, «listów ispołnitelnych«? Kto będzie chodził do adwokatów, dopilnowywał terminów i ścisłego pełnienia licytacyi, gdy ciocia powiększy grono dziewic? Jak stanie ta ogromna machina, excusez le mot, lichwy, gdy ciocia, oddawszy żałosne westchnienie, bladolica,