Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rabiać kilkanaście tysięcy rubli rocznie. Samabym dopomogła.
— Ależ to z cioci swatka! — zachichotała Ewa.
— No, jużcić wołałabym cię widzieć żoną Horsta, niż donną hrabiego Szczerbica.
— Panie Horst!... Słyszysz pan? — rzekła Ewa z wyzywającym uśmiechem. Nozdrza jej rozdęły się, przez oczy przeleciał błysk.
— Nie... bo ciocia jest pobożna, widzi pani... — szeptał cicho Horst.
— Cóż to, chcesz mnie może wyzwać na pojedynek? — spokojnie pytała Ewy Barnawska.
— Nie, wcale! Pani jesteś napewno poza linią strzałów pojedynkowych. Ja tylko proszę pana Horsta, żeby sprawdził swoje informacye, których pani udzielił, u mnie, u źródła.
— Jestem gotów, panno Ewo.
— Na czemże pan opierał swe przypuszczenia, że ja mogę zostać »donną hrabiego Szczerbica?«
— Na kilku spostrzeżeniach i własnym niepokoju.
— Słowem na twojem dotychczasowem postępowaniu, — dorzuciła Barnawska. — Co tu zresztą długo gadać? Krótko ci i jasno powiem: wyjdź za Horsta, jak Bóg przykazał, to wszystko będzie dobrze.
— Zapłaci naprzód, co pani winien... — ciągnęła Ewa.
— Zapłaci, co mi winien, a tybyś za to, dodam: musiała ręczyć, — no, potem zapłaci mi twoje długi, twego ojca długi. On się na to zgodził. — Słyszysz? Bo już mię ta twoja cała rodzinka poczęła nudzić. Ja ci powiem, że ze mną niema żartów. Wezmę którego