Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


o ojcu, popadnie w grzech, że już się grzechowi oddaje, płacząc nad jego dolą. Bo gorzko bolała nad tem, że ojciec cierpi, patrząc na zżółkłe listy, na minione miłostki, na zaszłe już słońce swego życia... Westchnęła, patrząc mimo wiedzy na natarczywą wszędzie obecność grzechu, na jego niezwalczoną władzę.
Zrozumiała, że nie powinna teraz pozostawać w jednym pokoju z ojcem. Wstała tedy i na palcach wyszła. Było jej lekko, grzesznie, ale lekko na myśl, ze wyświadczy mu usługę, gdy będzie mógł bez świadków i bezkarnie czytać swe »dokumenty«, wzdychać nad nimi bez kontroli i upuszczać w martwe papiery martwe łzy.
Zamykając drzwi bez szelestu, z uśmiechem anielskim widziała, że nie odwrócił głowy. Westchnęła bez możności powzięcia myśli, że grzech już spełniony... Miała zamiar pójść do kuchni i tam między szafą i zlewem, w kącie, odprawiać dalszy ciąg medytacyi, ale oto przypomniała sobie o wolnym chwilowo pokoju i, uradowana niewymownie tem odkryciem, weszła tam natychmiast.
Pokój ów od kilku tygodni stał już pustką. Jak trzy inne był wynajmowany przez rozmaitych »kawalerów« i nosił na sobie ślady kawalerskiego żywota, tapety na ścianach były tak poobdzierane, pełne dziur, z których sypało się suche wapno, usiane istnemi ranami od gwoździ, bretnali i haków, wbijanych w miejscach najmniej prawdopodobnych — jakby w obrębie tych czterech ścian toczyły się jakieś zapasy na drągi, maczugi, dzidy i włócznie. Dookoła drzwiczek pieca a le były spękane, przepalone i czarne. Rura blaszana,