Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lan, (na szabas kładł tużurek nieco dłuższy), spodnie wypuszczał na kamaszki. Używał kaloszy, kołnierzyków, mankietów ze spinkami. Miał także złoty zegarek i kapelusz — melon. Był to przystojny, wypasiony, silny ojciec rodziny. Dla Ewy okazywał stale wielką i delikatną grzeczność, a choć po polsku niechętnie mówił, dla niej, choć ze skrzywieniem, robił ustępstwo ze swej urzędowości. Kiedy Łukasz złożył w jego ręce swój paszport, w którem wymieniona była żona Róża, gospodarz o nic nie pytał i nie wchodził w szczegóły. Paszport został Łukaszowi wkrótce zwrócony. Raz tylko uprzejmy gospodarz spytał Ewę pół żartem, gdy ją spotkał wracającą do domu:
— Czemu to państwo żyją, jak w rozwodzie? Mąż śpi w jednym pokoju, a żona bardzo daleko w drugim pokoju? To nie pasuje.
— Mąż mój jest chory — wyrecytowała Ewa, ponsowa, jak mak... — Mąż potrzebuje ciszy, wypoczynku.
— No, a gdzie to jest napisane, żeby mąż miał mieć koniecznie niepokój od żony?
— Mąż mój nie może zupełnie spać, jeśli obok niego jest w pokoju druga osoba.
— Ja mu się wcale nie dziwię. Jabym tak samo na jego miejscu bardzo mało spał... — zaśmiał się żyd. — Ale ja tylko grzecznie żartuję. Przepraszam... bez urazy...
Łukasz, słysząc z ust Ewy sprawozdanie o tej rozmowie, zauważył, że i obcość żydów w społeczeństwie ma swe dobre strony. Oto te dziwne domy za miastem, jakby przez Twardowskiego wydmuchnięte z piasku licho wie jakim sposobem, na coś się przydały. Cieszył się, że są sami, że ci, co mieszkają za ścianą, są da-