Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

zeldy, — wzrusza się dziko wielki tłum. W wolne powietrze uderza zły wrzask trąby, a pod tęgiemi dłońmi widzów szczęka z rozkoszy broń.
Ledwie giermkowie unieść zdołali rannych z boiska, rozsunie się żelazne koło rycerskie i wydłuży w lśniącą, pancerną ulicę.
Wyjechał z bramy domu «pod barany» Mikołaj Wolski, miecznik koronny, na słoniu, za etyopa przebrany. Siedzi w wieży ozdobnej, z której raz wraz kule świetliste tryskają.
Za słoniem zdąża Mikołaj Zebrzydowski na wozie, który ciągną białe i czarne godziny dnia, — jako Saturnus, wiek złoty wiodący za sobą. Wóz Saturna pogania Czas, otoczony przez symbole słońca i gwiazd.
W ślady Saturna wstępuje wnet Jowisz, którego wyobraża Stanisław Miński herbu Prus. Gromowładca siedzi na wozie, ciągnionym przez trzy orły czarne, — a trzyma w ręku gniazdo, z którego biały orzeł wzlatuje.
Skoro minęły koło i zeszły z oczu tamte obrazy, ze Szpiglerowskiej wysuwa się bramy, zwolna kołysze i ku zgiełkliwej radości wielkiego tłumu w rynek sunie brama tryumfalna.
Przed nią kroczy zastęp pieszy w kilkadziesiąt człowieka. Za nią trębacze, chorągiew, jazda.
Przed jazdą, w odstępach, rotmistrze.
Przed każdym rotmistrzem giermek, kosztownie odziany.
Dźwięczy w uchu hetmańskiem piechoty krok, połyskującej krótkiemi na ramieniu szefelinami o złoconych grotach trójgrannych starorzymskim wzorem. Okrągłe, rzymskie tarcze ze skóry o żelaznej pośrodku