Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

osłonie ścianę ruchomą stworzyły. Krótkie miecze w bronzowcj oprawie, z cyzelowanemi główniami w linię ich wiążą.
Za wojskiem na wozach wspaniałych płyną pomiędzy ciżbę, podobieństwa spraw wojny, dokonanych pod Wielkiemi Łukami, pod Połockiem, pod Sokolską twierdzą i pod Pskowem. Obraz Inflant zdobytych, wizerunki miast, ogarniętych pletnicą zamków — Krasne, Grodek, Sitno, Newel, Ostrów, Zawołocz, Toropiec, ogniem dobytych, — przesieczy w lasach, któremi otworzyła drogę na Ruś siekiera węgierskiej piechoty, — widoki oblężenia murów i sposobów ich dobywania.
Na innych wozach zwalono pancerze, «szlemy», «szczyty», «łaty», zbroje rycerzy moskiewskich, oszczepy, miecze, drzewca i broń. Za tymi wozy szli ludzie tameczni, jakoby więźniowie i wielka zdobycz.
A na samym końcu posuwał się najwyższy wóz, we cztery konie białej maści ciągniony. Za tym zaś wozem przywiązany szedł człowiek, jakoby Wielki Groźny Kniaź, co syna rodzonego, — według gminnej powieści, — nie wahał się w pierś pchnąć kosturem i zamordować za to, że polskiego pochwalił króla.
Za tym zaś aktorem szli inni, jakoby hetmani walecznych Rusi wojsk, wojewodowie zamków wytrwałych, rycerze, tłuszcza ludu posłuszna, z żonami, z dziećmi... A wokół nich, podskakując pomykał się, przysiadał błazen ucieszny, który się dziwnie wesoło naśmiewał z porażonej dumy Groźnego Kniazia Wszej Rusi, — który go w ucho palcami bił, za dołmę ciągnął, w tył łbem, jak baran, trykał...
Grzmot śmiechu na widok figlów jego i drwin