Strona:PL Stanisław Wyspiański-Noc listopadowa.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Plein pouvoir. — Co? — Znasz! Ha mów, ze słowem spiesz.
Wyrzec ty, — krzycz, — bo w tobie gore krew.
Ty w oczach moich, ty przedemną stoisz
zbrojna nożem, — ty uderz, — — co...?

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻE

Ty się boisz. —
A czego ty się lękasz? W blaskach ty polska dusza,
ty we świetle, w twych oczach skry i żar i zorza.
A chciałabyś ty, — co — od morza, hej do morza?
No, skrzydła rozwiń twe — roztaczaj ty twój lot,
nie skrywaj się, — ja znam, — — a to katusza, —
tam ogień święty wre, — ty westalka.
Cha, zgadnij moją myśl, — cha — ?

JOANNA

Ty bankrot.
Chcesz naigrawać się, — pójdź precz.
Ze serca, z duszy drwisz.

W. KSIĄŻE

Ty lalka, —
ty cud, — ty świętość polska ukradziona,
ty z twoim rysem dumy i bladością lica,
ty u mnie niewolnica, — no, — ty u mnie żona, —
kochaj, — ot we mnie geniusz się obudził;
ty nie zapomnij mnie, — patrz, ja się zbudził;
duchem ja był ugrzęzły w nędzy i rozpuście,
padlèc — ale mi świecisz ty sławo, urodo,
ty moja, — ja cię miał, przygarnął świeżo, młodo;
moja ty służebnica, — daj ust, — pić, ja głodny