Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PUSTELNIK.

O jakiejże-to mówisz drodze?
że ja to niby poły stoję?

MŁODA.

Królestwo sobie w niebie roję, —
jak wam to rzec. —

PUSTELNIK.

O twój się rozum niepokoję
kobieto. —

MŁODA.

Chcę za tych złotych bram podwoje
Edeńskich biedz.

PUSTELNIK.

Umysł ci splątał się niebodze
zmyślonych gróźb podnietą.

MŁODA.

Zmyślone było szczęście moje,
groźby dosięgły mię żarliwe,
czas by się wypełniło.

PUSTELNIK.

Jakąż obłędną rwiesz się siłą,
patrz, by cię złe nie omamiło
w Rozpacz.

MŁODA.

Wyście to rzekli, — wasza droga
tam precz — a hańta mnie, —
kogo Bóg klątwą klnie,
i moc Przeznaczeń gnie,