Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lidacji umysłowej i u A. Sterna, zaznaczę tylko, że odpowiedź na jego bardzo wątpliwej wartości zarzuty, znajduje się w całej mojej książce o teatrze[1]. Pewne ujemne właściwości wszystkich krytyków warszawskich, są dziwnym zbiegiem okoliczności właściwościami tego, który nie uważa się bynajmniej za banalne zjawisko na naszym literacko-krytycznym firmamencie.
Co do A. Wata, odpowiem mu rzeczowo, ale bardzo krótko: opieranie się o autorytet Chwistka doprowadza Wata, przyszłego teoretyka Sztuki, tylko do tego, że w stanie niestrawionym oddaje kawałami koncepcje swego mistrza. Zaznaczam, że właśnie stworzyłem system pojęć, przy pomocy którego można rozważać stronę formalną dzieł Sztuki, w uniezależnieniu od treści życiowych i to system, który, opierając się au fond o mój pogląd filozoficzny, daje się stosować w praktyce w sposób zupełnie od niego niezależny. O ile uczony Chwistek, w imię »naukowości« (mimo błędów) krytykuje moje poglądy, jest to jeszcze usprawiedliwione. Ale gdy to, w zupełnie gołosłowny sposób czyni Wat, zarzucając mi, że nawet »szczątków systemu estetycznego« nie stworzyłem, wygląda to na niesmaczną farsę[2].

W mojej definicji Czystej Formy jako konstrukcji elementów, działającej bezpośrednio i wywołującej estetyczne zadowolenie, jako scałkowanie wielości ich w jedność, nie ma nic »metafizycznego«. Dopiero

  1. Zwrócę tylko uwagę Sterna, że jest nieścisły: Mamalja właśnie »ryczy« w 2-giej odsłonie 3-go aktu »Pragmatystów« za sceną, wywołując tym rykiem zemdlenie hr. Franciszka v. Telek. Aha!
  2. Jaki system pojęć estetycznych stworzy Aleksander Wat, nie wiem. Jednak, na razie, próbka jego malarskiej (!!!) krytyki nie różni się zasadniczo niczem od najbanalniejszych feljetonów naszych najgorszych krytyków malarstwa. (Patrz nr. 2 »Nowej Sztuki«.