Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jenia się na ten temat, na tle życia, które było groźniejsze, piękniejsze i bardziej tajemnicze w swoich codziennych objawach. Dawny człowiek miał więcej poczucia wielkości, symetrji i wyższego rzędu porządku świata niż my, u których jest ono przez poznanie prawd naukowych i określenie granic poznania z jednej strony jakby spotęgowane w sferze pojęć, ale właśnie dlatego nie jest przedmiotem bezpośredniego, codziennego przeżywania. My mamy tę wiedzę złożoną w odpowiednich szufladach z napisami, oni mieli ją więcej może nie określoną, lecz pełniejszą, jakby we krwi, objawiała się ona w każdej chwili ich życia. Wskutek tego właśnie treść ich poszczególnych wyobrażeń była na tyle prosta, że ludzie ci, znajdując się w stanie najwyższej ekstazy twórczej, nie mieli potrzeby deformacji świata zewnętrznego, aby wyrazić swoje poczucie dziwności Istnienia i w drugich to poczucie wywołać. Mówimy tu naturalnie o ludziach niezbyt dawnych epok, mając głównie na myśli naszych europejskich mistrzów XIV i XV wieku. Inaczej było jeszcze dawniej, w Egipcie lub Asyrji, lub obecnie u ludów, stojących na stosunkowo niskim stopniu kultury: u Murzynów, czy Papuasów. Tu, bezpośredniej związana z religją, twórczość objawiała się w formach z życiowego punktu widzenia potwornych, bezpośrednio symbolizując niewspółmierność świata tajemniczych bóstw, okrutnych i groźnych, z ziemską rzeczywistością. Dlatego to w najdawniejszych lub pierwotnych rzeźbach tyle jest pierwiastku fantastyczności, przeważnie w kierunku spotwornienia ludzkich, lub skombinowanych ludzko-zwierzęcych postaci, i dlatego twarze najdawniejszych bóstw mało są podobne do ogólnego typu danego plemienia, jak to widać doskonale na rzeźbach afrykańskich i nowogwinejskich.
U ludzi nam bliższych, o których była mowa poprzednio, ludzi, których świat wyobrażeń był sto-